7 sposobów na oszczędzanie

Czy wszyscy już wypoczęli? 🙂 I z weekendu wrócili z podwójną siłą? Przyznać się – kogo poniosło i kto jest spłukany po tym tygodniu rozpusty? :-)) Często mamy niemałego moralniaka po dłuższym weekendzie dotyczącego kasy. Fajnie było ale jak teraz żyć?

 

Bez względu na to, na jakim etapie się znajdujesz, warto pomyśleć o oszczędnościach. Zdaję sobie sprawę, że często myślimy sobie, że skoro nie pracujemy to w sumie nie ma jak zaoszczędzić. To racja. Jednak, warto przyswoić sobie pewne nawyki, dzięki którym, niezależnie od tego ile będziemy zarabiać – będziemy w stanie zaoszczędzić fajną sumkę pieniędzy. Czy jest to trudne? Niekoniecznie. Jest to raczej kwestia podejścia do ogółu sprawy. No ale po kolei.

 

Przyznaję szczerze, że nigdy nie byłam oszczędna. Dopóki się uczyłam jeszcze w liceum, nie myślałam o oszczędnościach. Można powiedzieć, że wydawałam pieniądze lekką ręką, bo nie były przeze mnie zarobione. Hmm może coś w tym jest ale nie jest to jedyny czynnik, który powodował moją rozrzutność. Generalnie zauważyłam jedną zależność. Chciałam coś mieć, bo… ktoś to miał. No i jak ten ktoś to miał, to było to taaakie fajne… u kogoś. Znasz to? Dopóki kiecka wisi na sklepowym wieszaku – nie zwrócisz na nią uwagi. Ale jak założy ją już któraś znajoma – o królowo! Jaka piękna! A jeszcze piękniejsza staje się, jak ktoś powie “widziałaś jak ona świetnie wygląda?”. Czy to nie jest efekt wywierania wpływu?

 

Kolejny powód, dla którego często coś kupowałam (a jak wielokrotnie się okazywało – zbędnego) były szybkie, nieprzemyślane zakupy. Zawsze najpiękniejsze rzeczy pojawiały się na sklepowych półkach wtedy, kiedy nie miałam kasy. ZAWSZE. Ja nie wiem jak to jest możliwe, ale tak było. A jak już szłam na zakupy z zamiarem obkupienia się od góry do dołu – nie mogłam znaleźć nic. Brzmi znajomo? I co ja wtedy robiłam? A no… kupowałam to, co było. Nie zastanawiając się, czy ja serio tego potrzebuję. Czy aby na pewno będę miała z czym to nosić. A wiecie kto był wtedy pomocny w wyborze tych “perełek”? Panie ekspedientki! “Wygląda Pani prześlicznie w tej sukience”. No a jak miałam wyglądać, skoro kiecka kosztowała 200 zł? 🙂 A później wracałam do domu. I chowałam wszystko do szafki. Bardzo często zdarzało się tak, że kilku rzeczy nie założyłam na siebie w ogóle… Nie oddawałam, bo albo mijał termin, albo metki już nie było… I co mi z tego przyszło? Ani nic fajnego w szafie, a i portfel jakiś taki szczuplejszy…

 

Można powiedzieć, że pierwszych oszczędności nauczyłam się na studiach. Wtedy kiedy masz ściśle ograniczony budżet, przestajesz myśleć o głupotach. Wielokrotnie trzeba było kombinować, żeby mieć na bilet powrotny :-). Niemniej jednak im byłam starsza, tym bardziej rozumiałam cały schemat oszczędzania. Ostatnie lata życia we Wrocławiu nauczyły mnie wiele. Między innymi tego, jak poradzić sobie w kryzysowych sytuacjach – także finansowych. Obserwując te kilka ostatnich lat swojej pracy, wiem, co robić, by udało się odłożyć fajną sumkę pieniędzy.

 

  1. Takim pierwszym krokiem, moim zdaniem najważniejszym, jest wyznaczenie sobie celu. Niech to będzie na przykład wyjazd na wakacje. Oszacuj sobie ile mniej więcej potrzebujesz pieniędzy na opłatę hoteli czy noclegów, przejazd, wyżywienie, inne atrakcje. Zapisz sobie daną kwotę w swoim planerze, na stronie “wydatki”. Więcej na temat planowania dnia pisałam we wpisie: Życie w zeszycie.
  2. Kolejnym etapem jest planowanie wydatków. Kolejny ważny krok, którego nie należy lekceważyć. Warto mieć planer, o którym już pisałam. Albo zeszyt do planowania swojego budżetu. Najważniejsze jest, by na górze strony wpisać kwotę, jaką mamy do dyspozycji w danym miesiącu. Niezależnie od tego ile to jest, zrób to. Czy to jest 500 zł, 1000 zł czy  3000 zł – tak na prawdę liczby nie mają większego znaczenia. Jeśli chcesz oszczędzać wielkie sumy, najpierw naucz się oszczędzać na tych małych :-). Kolejno wypisz najważniejsze wydatki w danym miesiącu, na przykład: rachunek za telefon, internet, czynsz, itp. Następnie wypisz to, co zaplanowałeś wcześniej na dany miesiąc, a co wiąże się z kosztami, w moim przypadku będzie to fryzjer 🙂 (średnio raz na dwa miesiące). I bardzo ważne! Z całej puli twojego wynagrodzenia wyznacz sobie kwotę, jaką chcesz odłożyć. I nie ważne, czy będzie to 50 zł czy 350 zł czy 1000 zł. Każda suma, którą odłożysz będzie pierwszym krokiem do zgromadzenia większej kwoty.
  3. Cel wyznaczony, wydatki zaplanowane. Jak zatem odkładać pieniążki? Ja założyłam konto oszczędnościowe. W moim banku, założenie jest darmowe. Prowadzenie takiego rachunku kosztuje 1 zł miesięcznie. Ale po każdym miesiącu bank nalicza ci odsetki od od danej kwoty. Co prawda są to grosze ale są :-). I u mnie wygląda to w ten sposób. Wydatki planuję na miesiąc przed nadchodzącym miesiącem. W momencie otrzymania wynagrodzenia – od razu przelewam ustaloną wcześniej kwotę na rachunek oszczędnościowy. Nie przed kolejną wypłatą, nie w połowie, tylko na początku. Musisz mieć poczucie, że te przypuśćmy 300 zł zostało już zainwestowane w Twoją przyszłość. I nic nie da się z tym zrobić 🙂
  4. SKARBONKA. Oj tak. Nie tylko dzieci odkładają tam swoje monety. Ja też :-). Któregoś dnia postanowiłam założyć taką skarbonkę, do której będę wrzucać pieniądze o nominałach od 50 groszy do 5 zł. A odłożoną w ten sposób kwotę przeznaczę na wakacyjne wydatki. Uwierz mi, jesteś w stanie zaoszczędzić baaardzo dużo. A w momencie wyjazdu na urlop już nie martwisz się kolejne wydatki. A jak jedna skarbonka to za mało – załóż drugą 🙂
  5. Przemyślane zakupy. To jest właśnie to, co było zawsze moją bolączką. Ktoś podpowiedział, że fajne, to brałam. A później leżało to w szafie. Teraz mam na to sposób. Jeśli coś mi się spodoba, ale nie jest mi to potrzebne na już, nie kupuję tego od razu. Wracam do domu. I jeśli o tym myślę przez kolejne dni – wracam po to. Jeśli zapomnę – problem znika. Problem z głowy 🙂
  6. Zakupy przez Internet. Wiele osób nie lubi, a ja polecam. W tej przestrzeni szukasz tylko tego, czego na prawdę potrzebujesz. Choć czasem niektórym udaje się zaszaleć nawet w ten sposób. Jednak zakupy internetowe są bezpieczniejsze niż te w centrum handlowym.
  7. Szukaj tańszych zamienników. Wielokrotnie dajemy się zwieść reklamom. To, że coś kosztuje miliony monet, nie oznacza, że będzie super jakości. Na przykład perfumy lub środki czystości. Zdajesz sobie sprawę, że w polskich drogeriach nie ma dostępnych prawdziwych perfum? Są jedynie wody toaletowe i wody perfumowane. I ile kosztują? Te “najlepsze” 200-500 zł. Na moją kieszeń to zdecydowanie za dużo – w dodatku biorąc pod uwagę to, że nie są niestety super trwałe. Ja zastąpiłam drogeryjne zapachy, perfumami marki PROUVE. Jeśli jeszcze o niej nie słyszeliście – koniecznie to zróbcie. Marka tworzy zapachy na bazie olejków francuskich – co daje nam prawdziwe perfumy! Nie wody perfumowane. Zapachy marki Prouve pachną o wiele dłużej. A wiesz co jest najlepsze? Buteleczka kosztuje tylko 38 zł 🙂 . A teraz HIT – jak dołączysz do firmy jako partner, za perfumy zapłacisz jeszcze mniej :). PROUVE ma w swojej ofercie rónież zapachy molekularne, dzięki którym, możesz stworzyć swój spersonalizowany zapach. No kto ci da taką fajną opcję za tak niewielkie pieniądze? 🙂 To samo tyczy się środków czystości, które nie tylko pięknie pachną ale są niezwykle skuteczne. Ja przystąpiłam do PROUVE – i jestem bardzo zadowolona. Moi najbliżsi również. Po co wydawać 300 zł na perfumy, które są “popularne”? Przecież nie masz napisane na czole marki, która jest “uwielbiana” przez społeczeństwo. Chociaż, gdyby każdy chodził z takim napisem – ja z dumą nosiłabym nazwę PROUVE 🙂

 

A może wy macie jakieś sprawdzone sposoby na oszczędzanie? Chętnie przeczytam jak Wy to robicie 🙂

Spread the love
  • 82
    Udostępnienia