Czy jesteś dla siebie wystarczająco dobry?

A teraz zrób sobie szybki rachunek sumienia przed samym sobą. Jak wiele razy myślałeś o sobie, że jesteś do niczego? Że nic Ci się nie udaje? Że jesteś życiowym przegrywem? Że czego się dotkniesz – od razu zepsujesz? Jak często karałeś się takimi myślami? Jak wiele razy patrzyłeś w lustro ze łzami w oczach? Czy zdarzało Ci się bagatelizować swoje zdrowie, bo chciałeś jeszcze tylko zbawić świat? Jak często zapominałeś o sobie?

 

Niestety, na powyższe pytanie większość z Nas odpowie twierdząco, nie mogąc zliczyć tych wszystkich “razy”. Wszyscy żyjemy w takim tempie, że zapominamy nie tylko o swoich bliski, o czym pisałam przy okazji Świąt Wielkanocnych w TYM WPISIE, ale przede wszystkim zapominamy o własnym ja. Bardzo ciężko osiągnąć nam balans pomiędzy pracą a odpoczynkiem. Jest to problem na tyle powszechny, że w sumie dla wszystkich dookoła tak na prawdę nie stanowi problemu. Nazywamy to raczej codziennością. Zasuwając od świtu do zmierzchu mamy poczucie, że robimy tyyyle dobrego… Czy aby na pewno?

 

Jasną sprawą jest, że by coś osiągnąć trzeba pracować. Ciężko pracować. Nic nie spadnie nam z nieba – za darmo. Ale nic kosztem siebie samego! Sama wielokrotnie łapałam się na tym, że pracę stawiałam ponad wszystko. Nie zwracałam uwagi na to, że zbyt często bolała mnie głowa, że miewałam ataki duszności, bóle serca… Nie skończyło się to niczym dobrym. I w imię czego? Kilku złotych więcej? W imię udowodnienia, że co? Że ja potrafię? Że taka jetem silna? Po co? Po to, by później odchorować to sto razy bardziej, niż na to zasuwałam? Czy to ma sens?

 

U mnie skończyło się to surową nauczką mojego organizmu. Przestał ze mną współpracować. Po prostu: zaczęłam się “psuć”. Wypadające włosy, zaburzenia skórne, kruche paznokcie, wieczny ból głowy, szybkie kołatanie serca… W wieku 24 lat? Przecież to niepoważne. A jednak… Na szczęście ten okres mam już za sobą. Nie jest tak, że zawsze się świetnie czuję, oj nie. Ale jak tylko zaczynam zauważać niepokojące objawy – luzuję szelki. Wiem, że są takie momenty w życiu, że serio trzeba spiąć tyłek i zasuwać za dwóch, ale wszystko trzeba robić z głową! Wszystko musi być dobrze zaplanowane. Ciężko jest studiować i pracować, ciężko jest pracować i wychowywać dzieci, ciężko jest przygotowywać się do egzaminów… Wiem. Ale swoje zdrowie i dobro – zawsze stawiaj PONAD wszystko. Dobra praca czy wynagrodzenie, prestiż, nowy samochód – nie “kupią” ani Twojego zdrowia ani szczęścia.

 

Inna sprawa, że życie w ciągłym pędzie sprawia Ci ogromną radość. Że siedzenie na tyłku przysparza Cię o ból głowy. Że uwielbiasz jak dużo się dzieje i dzięki temu jesteś szczęśliwy. Jeśli tylko taki tryb odpowiada Tobie i Twojemu organizmowi – luz. Ale nigdy, przenigdy nie bagatelizuj przykrych objawów. Żadnych! Bo jeśli nie zareagujesz w porę – może być za późno… Jeśli zbliża się weekend, kiedy nie masz pracy, nie masz szkoły, przeznacz jeden wybrany dzień dla siebie. Na to, co lubisz. Nie ważne czy wybierzesz zajęcie aktywne, typu basen, rower, roli czy będzie to czytanie książki w ogrodzie – To ma być coś, dzięki czemu zapomnisz o codziennym biegu. Pamiętasz? Pisałam o tym TUTAJ. A jeszcze w kolejnym wpisie podałam ci 16 sposobów na radzenie sobie ze stresem. Wracaj do tych postów tak często, jak tego potrzebujesz. 🙂

 

Kolejną kwestią jest samoakceptacja. Jak ja często słyszę “ale jestem gruba”, “jak ja dzisiaj wyglądam?”, “jak ja chciałabym mieć takie włosy jak ona…”. Z tym też kiedyś miałam problem. Fakt, wyglądałam te inaczej ale wiesz, że dopóki nie zaakceptowałam samej siebie, nic się nie zmieniało? Dopóki nie pokochasz samego siebie – nic się nie zmieni. Najważniejsze jest to, co masz w głowie! A weź spójrz w lustro i uśmiechnij się do siebie! Weź powiedz sama sobie: “To będzie piękny dzień”, “Wyglądam cudownie”, “Dziś wszystko mi się uda”. To Ty jesteś odpowiedzialna za swoje myśli. To Twoje zachowanie i postawa są Twoją wizytówką. I to właśnie od Twojej postawy zależy jak odbiorą Cię inni. Pokochaj siebie a zrobi to też Twoje otoczenie!

 

W życiu bardzo ważny jest balans. Nie biegaj za czymś co Cię wyniszcza. Pieniądze są ważne, ale co Ci po nich jak stracisz zdrowie? Tydzień ma 7 dni  – jeden z nich przeznacz dla siebie. Zrób wtedy to, co cię odstresuje, uszczęśliwi i odciągnie od zajęć codziennych. Nagradzaj sam siebie. Pyszna ciepła czekolada, może ulubione ciacho albo naleśniki? 🙂 Raz na jakiś czas można! Dzień liczy 12-16 godzin (w zależności, o której wstajesz i o której idziesz spać) – w ciągu tych sześćdziesięciominutowych godzin znajdź 15 minut na to, by na chwilę usiąść (nie przed snem – a w trakcie dnia) , położyć się, po prostu wyciszyć się… Uwierz mi – warto! A już biorąc pod uwagę ROK, który liczy 365 dni, czyli 12 miesięcy, to może zaplanuj sobie dłuższy odpoczynek ? Taki 7-14 dniowy… Ale nie mówię tu o przymusowych przerwach świątecznych, bo to swoją drogą. Tylko o dodatkowym wypoczynku, który Ci się po prostu należy. I nie mówię tu o wyjeździe do drogiego hotelu na Filipinach, bo nie każdego stać. Mówię tu o zwykłym odpoczynku od spraw codziennych. Na przykład na wsi – gdzie życie płynie zdecydowanie wolniej. Zrób to dla siebie, a sam sobie podziękujesz 🙂 Po prostu: Zadbaj o siebie! Bądź dla siebie dobry!

Spread the love
  • 44
    Udostępnienia